Cytat dnia na stronie CTE:
„Deszcz - najstarsza kołysanka świata.” Erich Maria Remarque (Paul Remarque)
Utworzony: 05/12/2008
Jako uczestnik szkolenia spodziewam się, że trener będzie fachowcem w dziedzinie, której uczy.
Pokażę jak ważne jest używanie terminów, określeń, pojęć z jednakową znajomością ich znaczenia przez wszystkich uczestników szkolenia.
Przykład 1
Proces grupowy - to tytuł szkolenia, które ostatnio prowadziłam dla trenerów. Na początku szkolenia, w trakcie oraz w materiałach dla uczestników, wielokrotnie wyjaśniałam znaczenie tego terminu. Jakież było moje zdumienie, kiedy na koniec warsztatu jeden z uczestników powiedział, że nadal nie rozumie terminu "proces grupowy" ale z tego co się dowiedział, wie, że panuje nad nim.
Oparliśmy temat o bufet i uzyskałam wyjaśnienie: kolega jest informatykiem, specjalistą od opisu procesów w firmach!
Według niego proces to: "uporządkowany w czasie ciąg zmian i stanów zachodzących po sobie. Nośnikiem każdego procesu jest zawsze w efekcie jakiś system fizyczny. Każdy kolejny stan/zmiana systemu spowodowana jest przez stan/zmianę poprzednią albo przez oddziaływanie zewnętrzne na system" - taką definicję pokazał mi w Wikipedii (obok bufetu stał komputer ...). Mając inną percepcję nie potrafił znaleźć analogii lub podobieństw pomiędzy jemu znaną definicją a definicją podaną na szkoleniu.
Porażka, przypadek, niedopatrzenie? Dla mnie okazja do refleksji!
Co można zrobić, aby temu zapobiec:
- szukać najbardziej ogólnej definicji na zasadzie "od ogółu do szczegółu"
- ustalić jak uczestnicy rozumieją temat, pojęcie
- podając definicję spwadzić jej zrozumienie przez odbiorców
- przed szkoleniem wysłać materiał wyrównujący wiedzę do poziomu co najmniej podstawowego
- poprosić uczestników o podanie swojej definicji lub wypracowanie w grupach lub dyskusję nad wspólną definicją (dobre zwłaszcza przy zróżnicowanym poziomie wiedzy i doświadczenia - wtedy uczestnik może być ekspertem!)
A co według Ciebie można jeszcze zrobić?
Przykład 2
Świadomość - termin użyty na szkoleniu "Budowanie relacji w środowisku zawodowym".
Prezentowałam różnice pomiędzy zachowaniami asertywnymi (określiłam je jako świadome, z wyboru) a zachowaniami bierymi, agresywnymi i bierno-agresywnymi (te określiłam jako nieświadome, wyuczone, poza kontrolą). Taki podział kłócił się z wiedzą jednego z uczestników. Przytoczył mianowicie cztery pojęcia ze słowem świadomość: nieświadoma niekompetencja, świadoma niekompetencja, świadoma kompetencja oraz nieświadoma kompetencja.
W pierwszym momencie nie potrafiliśmy się porozumieć. Byłam zaskoczona taką analogią. No bo co ma piernik do wiatraka?
Moja refleksja:
- dopiero po przerwie, kiedy opadł kurz emocji zobaczyłam rozwiązanie.
- wyszłam znowu od zasady "od ogółu do szczegółu". Wyjaśniłam, że każda nauka używa różnych modeli do opisu zjawisk. Czasami stosuje te same pojęcia ale w różnych modelach mają one inne znaczenia. Jeden model to analiza transakcyjna a drugi to model kompetencji. Potem było więcej szczegółów. W tym momencie uczestnik przyjął wyjaśnienie. Tak jak dwie religie mogą funkcjonować obok siebie tak dwa modele mogą używać tego samego pojęcia.
Przykład 3
Emocje, uczucia - jaka jest różnica pomiędzy tymi pojęciami? Takie pytanie zadano mi w czasie prezentacji poziomów neurologicznych Roberta Diltsa.
A Ty wiesz? Potrafisz to wyjaśnić? Jeśli jesteś psychologiem, to zapewne bez problemu.
Jednak nawet psychologia (bardzo młoda wciąż nauka) używa pojęć "uczucie" i "emocja" niekiedy zamiennie.
Emocja, (łac. emotion) to silne odczucie (świadome lub nieświadome) o charakterze pobudzenia pozytywnego (pod wpływem szczęścia, zachwytu, spełnienia) lub negatywnego (pod wpływem gniewu, odrazy, strachu). Wszystkie użyte w nawiasach pojęcia oznaczaja zarówno emocje jak i uczucia!
A uczucie to stan psychiczny, świadoma interpretacja emocji.
Znalazłam ciekawy przykład wyjaśniający to: Można czuć do kogoś nienawiść - to będzie uczucie, lub być ogarniętym nienawiścią - to będzie emocja. Jeżeli potrafimy uświadomić jakie emocje przeżywamy, to nadając im znaczenie mówimy o uczuciach.
Moje refleksje:
- stan świadomej niekompetencji bywa radosnym odkryciem, prawie jak odkrycie nieznanego gatunku. Bywa jednak bliski uczuciu zażenowania kiedy sprawa wydaje się być "podstawowa"
- nigdy nie wiemy do jakiego stopnia trzeba być ekspertem ... my możemy intiucyjnie rozumieć jakieś pojęcia i nie miec potrzeby ich doprecyzowania, ale inni mają swoją ścieżkę poznania.
Na koniec moje pocieszenie:
"Jak takiś rozumny, to właź do trumny" (nie znam autora) - uff, jeszcze nie pora umierać !
Wrocław, 5 grudnia 2008